środa, 27 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ 3

Wszystko do tej pory układało się po mojej myśli. Zaczęłam swoje życie na nowo. Byłam po prostu szczęśliwa. Wczoraj zdobyłam nowe piękne mieszkanie. Jestem wreszcie wolna, a przede wszystkim jestem wampirem ! Jednak nie wszystko co dobre trwa wiecznie. Mogłam się domyśleć, że mój powrót jest z czymś związany .. a raczej z kimś.
Ale zacznijmy od początku.
Po nabyciu nowego mieszkania musiałam się w nim urządzić. Oczywiście pomyślałam o wszystkim, i zanim się wprowadziłam lokal był już umeblowany. Znajdowały się w nim wszystkie potrzebne do codziennego użytku meble i sprzęty. Zostało mi tylko rozpakowanie moich nowo nabytych ciuszków.
Po zrobieniu wyżej wymienionej czynności  wyjęłam schowany w barku Burbon. - o tym też pomyślałam.
Oczywiście zanim skosztowałam alkoholu pół godziny szukałam kieliszków, szklanek, literatek czy jakichkolwiek innych naczyń do picia. Gdy wreszcie obeznałam się gdzie co jest, mogłam spokojnie usiąść i zrelaksować się przy napoju alkoholowym. Wszytko tak szybko się potoczyło, że zanim się obejrzałam nie było już 3/4 butelki.

- Dobra jestem - powiedziałam pół trzeźwa. Postanowiłam się troszkę rozruszać. Włączyłam muzykę na maksa i zaczęłam tańczyć. Wczułam się w to tak bardzo, jakby od tego miało zależeć moje życie. Skakałam, biegałam, kręciłam się w kółko i tak do momentu gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko otrząsnęłam się z tego amoku, przyciszyłam muzykę i poszłam zobaczyć kto taki śmie mi przeszkadzać. Otwierając drzwi zobaczyłam starszą panią. Na moje oko miała jakieś 70 lat. Ale wyglądała na miłą. Pewnie za głośno puściłam muzykę. Jakoś nie obchodziło mnie, że może to przeszkadzać innym.

- Słucham ? - zwróciłam się sympatycznie do staruszki. Oczywiście ta tak zwana "sympatyczność" by
ła sztuczna.

- Przepraszam panią serdecznie za kłopot. Chciałam przywitać nową sąsiadkę. Przyniosłam ciasto. - wymamrotała i zaraz uśmiechnęła się życzliwie.
Przyznam, że trochę mnie to zdziwiło. 70-letnia pani przychodzi o prawie 23:00 z ciastem ?! Mój instynkt zachowawczy naciskał abym ją spławiła. Nie potrzebowałam jej towarzystwa, sama świetnie się bawiłam. Postanowiłam zbyć dziwną staruszkę, tak żeby jej nie urazić. Nie byłam aż taką zimną suką za, którą mnie uważano .... haha sama nie wierze w to co mówię.

- Przepraszam lecz właśnie miałam kłaść się spać. Może innym razem. - dodałam nadal miło .. musiałam się nieźle wysilić aby wyglądało to prawdziwie. Rzadko byłam dla kogoś miła, to nie było w moim stylu.

- Hmm .. nie chcę wyjść na zołzę - zaśmiała się kobieta - ale czy to czasem nie od ciebie wydobywała się ta głośna muzyka ? - dokończyła śmiesznym tonem. Albo mi się wydawało albo ona sobie ze mnie kpiła. Dobra, dość tego ! Chciałam po dobroci, ale się nie dało. Nachyliłam się nad "tą" panią i użyłam perswazji.

- Teraz wróci pani spokojnie do swojego mieszkania i samotnie zje ciasto. - nakazałam z odrobiną pogardy. Już chciałam odwrócić się i zamknąć drzwi, lecz ni stąd ni zowąd usłyszałam rozbawiony głos staruszki.

- Hehehehe - zaśmiała się głośno - masz duże poczucie humoru, kochanie. Nie ładnie tak wypraszać gości i to jeszcze takich miłych jak ja. - dokończyła i roześmiała się błaznowano. Ja aż zaniemówiłam. Perswazja nie podziałała. Od razu na myśl mi przyszła werbena. Zmierzyłam wzrokiem tajemniczą kobietę od stóp do głów. Zauważyłam u niej dziwny naszyjnik. Nie widziałam innego wyjaśnienia iż to, że w łańcuszku dodana była werbena. Postanowiłam więc nie narażać się jeszcze bardziej.

- Ehem .. nie czuję się zbyt dobrze. Muszę iść. - dodałam zszokowana. Nawet gdyby pani "nachalna" chciała coś odpowiedzieć to nie miała szans. Od razu zamknęłam drzwi nie dając jej dojść do słowa. Słyszałam jak oddala się powoli od mojego mieszkania.

- Co to za namolna baba. - powiedziałam drwiąco. Odeszłam od drzwi żeby do końca wyłączyć muzykę. Zrobiłam się strasznie zmęczona więc postanowiłam iść spać. Ale najpierw poszłam wziąć prysznic. Po 15 minutach wyszłam z łazienki gotowa do snu. Udałam się prosto do sypialni. Wszystko byłoby  idealnie gdyby nie dziwny przedmiot leżący na komodzie nieopodal mnie. Zaintrygowana podeszłam bliżej.

- To są chyba jakieś kpiny. - pomyślałam głośno. Był to ten sam naszyjnik, który zauważyłam u sąsiadki. Nie dowierzając, dokładnie obejrzałam wisiorek. Miałam dziwne uczucie jakbym już go gdzieś widziała. Poszukałam szybko w pamięci .. i ZNALAZŁAM ! Naszyjnik, który leżał przede mną był identyczny jak ten Eleny ! Musiałam zaprzeć się ręką o blat komody aby nie upaść.
Co u mnie robi jej łańcuszek do cholery ?! Usiadłam na znajdującym się za mną łóżku. Siedziałam tak jakieś 15 minut dopóki coś intrygującego nie przeszło mi przez głowę.

- Esther ! - krzyknęłam rozwścieczona z nutką strachu w głosie. Może było to głupie ale to ona od razu przyszła mi na myśl...

niedziela, 24 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ 2

Cudownie jest być znów taką silną. Czuć, że jest się lepszym od tych wszystkich zwykłych ludzi. Kocham mieć władzę nad wszystkim i wszystkimi. Taka jestem. Samolubna, myśląca tylko o sobie, egoistyczna. Ale nie zawsze taka byłam. To moje życie doprowadziło do tego. A w szczególności  jeden pierwotny wampir !
Klaus, tak ma na imię. Uciekałam przed nim 500 lat. Gdy w końcu chciałam odkupić swoją wolność w zamian za lekarstwo, wszytko obróciło się przeciwko mnie. Jednakże są tego plusy, ponieważ pierwotny myśli, że nie żyję ! Mogę to wykorzystać i w końcu mieć życie jakie zawsze chciałam. Bez ciągłego strachu i uciekania. Lecz nadal mam na świecie pełno wrogów, na których muszę uważać.

                                    ***

Jeżeli dobrze znam Caroline, to na pewno wygadała już swoim przyjaciołom o naszym wczorajszym spotkaniu. Pewnie teraz nie dowierzają jej słowom i zastanawiają się jak to możliwe. W sumie to dobrze. Potrzymam ich jeszcze trochę w nie pewności. Mój powrót ma być zapamiętany w ich pamięci na bardzo, bardzo długo. Ale teraz nie to jest najważniejsze. Muszę znaleźć sobie przecież jakieś lokum. Oczywiście tu w Mystic Falls.
Miałam dziś wyjątkowo dobry humor. Czułam, że wszystko się jakoś ułoży, że będzie wreszcie dobrze !
Nie zastanawiając się ani minuty udałam się prosto do kawiarni. Musiałam się troszkę odprężyć przy kawie a przede wszystkim poukładać wszystko w głowie. Zajęło mi to jakąś godzinkę. Potem udałam się poszukać jakiegoś przytulnego mieszkanka. Z moimi nadnaturalnymi umiejętnościami, długo to nie trwało.

Przyjemne, gustowne a zarazem eleganckie. Takie mieszkanie chciałam. No i udało się, znalazłam takie na obrzeżach Mystic Falls. Idealnie do mnie pasowało.
W trakcie poszukiwań wpadałam jeszcze do paru sklepów, oczywiście z ubraniami. Musiałam przecież wypełnić czymś moją nową szafę. Zrobiłam jeszcze zapasy torebek z krwią.
Wchodząc do nowego lokalu mieszkalnego czułam się jakbym zaczynała życie na nowo, jakbym ruszyła na przód.

                                   ***
                              ~Caroline~

- Do cholery, przecież mówię ! Spotkałam ją w sklepie .. suka ukradła mi bluzkę ! - wykrzyczałam z wyrzutem.

-Caroline, czy ty troszkę nie przesadzasz ? - sprzeciwiła się Elena.

- Ty też mi nie wierzysz ?! Jesteśmy przecież najlepszymi przyjaciółkami. -wypomniałam Elenie.

- Tak Caroline, jesteśmy. Ale nie to jest teraz najważniejsze. - powiedziała Elena podchodząc do mnie i głaszcząc po ramieniu.

- Ughh .. Blondi, to niemożliwe ! Ona nie żyje ! Widziałem jak umiera .. To byłby jakiś cud gdyby Katherine wróciła ! - wtrącił się Damon.

- Poczekajcie, jeżeli Caroline widziała Katherine, rozmawiała z nią ..

-  Jeśli można by to było nazwać rozmową. - przerwałam Stefanowi z oburzeniem.

- Mniejsza z tym - zaśmiał się Stef - To jednak coś w tym musi być. Caroline sobie tego nie wymyśliła. - dokończył.

- TAK ! Próbuję wam to powiedzieć od 30 minut ! - dodałam zirytowana. Z jednej strony ich rozumiałam, samej nie chciało mi się wierzyć, że Katherine przeżyła. To było wprost nie wiarygodne ! Gdy wszyscy myślimy, że się od niej uwolniliśmy, ona zjawia się ot tak i wszystko niszczy. Jak jakaś torpeda ...
Nasza rozmowa trwała jeszcze jakieś pól godziny. Na szczęście Damon zakończył ten bezsensowny dialog.

- Dobra, najwyraźniej Katherine w odpowiednim dla niej czasie sama nas odwiedzi. Dobrze ją znam. Ona nigdy nie odpuści sobie tego przedstawienia jakie chce nam urządzić. My tylko będziemy musieli na nią cierpliwie poczekać ...

_____________________________________________________________________________

2 rozdział już do przeczytania :)
Jest troszkę krótki, ale obiecuję że następny już taki nie będzie ^^
Mam nadzieję że wam się spodoba ♥
Liczę na szczere opinie w komentarzach :3

piątek, 22 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ 1

Przez prawie 3 godziny upewniałam się czy to prawda że żyję, że jestem tu w świecie żywych. Przecież możliwe było, że to po prostu jakieś przywidzenie, halucynacje, sen czy cokolwiek innego. Nie wiedziałam co mam robić. Mieszało mi się w głowie od tych wszystkich zdarzeń. Ostatnie co pamiętam to to, że MIŁOŚĆ MOJEGO ŻYCIA - w tym momencie ścisnęłam zęby jak najmocniej mogłam, tak bardzo, iż jakbym ścisnęła odrobinę bardziej pokruszyłyby się w drobny mak - otóż wracając, "MIŁOŚĆ MOJEGO ŻYCIA" dźgnęła mnie nożem podróżników, a co za tym idzie wypędziła mojego ducha z ciała "słodkiej" Eleny.
Nieuchwytna Katherine Pierce wreszcie umarła, ale jak się okazuje nie na długo -  myśl o tym wywołała na mojej nieskazitelnej twarzy nonszalancki uśmieszek.
Dalej pamiętam tylko jak nie mogłam przejść prze naszą kochaną "Bonnie kotwice" na drugą stronę. A jakby to było mało mojego cierpienia, zostałam wciągnięta przez jakąś durnowatą dziurę ... czarną dziurę. Później tylko pustka.
Łzy same napłynęły mi do oczu. Próbowałam je jakoś zatamować, zatrzymać ale się nie udało. Najgorsze jest to, że nie mam pojęcia ile "tam" byłam. Ile czasu minęło od mojej śmierci aż do teraz ? Jak ja się tu w ogóle znalazłam .. Za tym musi ktoś stać, a ja chcę dowiedzieć się kto to taki. Muszę się tego dowiedzieć jak najszybciej. Katherine Pierce zawsze dostaję to czego chce !

Jeszcze przez jakiś czas nie mogłam zapanować nad emocjami. Z jednej strony radość, bo udało mi się wrócić z powrotem. Z drugiej strony zmieszanie połączone z odrobiną przerażenia, bo nie wiem jak tego dokonałam. Wtedy, w kościele naprawdę myślałam że to koniec. Nigdy nie byłam taka wystraszona. Nie poznawałam się od mojego powrotu. Chociaż minęło od niego zaledwie 3/4 godziny. Może to ten szok, które jeszcze ze mnie nie zszedł. Jednakże postanowiłam się tym dłużej nie martwić i ruszyć w drogę. Nurtowała mnie już tylko jedna rzecz. Otóż Silas skazał mnie na pewną śmierć, wysysając lekarstwo na nieśmiertelność z moich żył. Umierając nie miałam go już w swoim organizmie, ale też nadal byłam człowiekiem. A jednak los odwdzięczył mi się i wróciłam z powrotem. Tylko niemożliwe, że jako człowiek. Czy to może oznaczać, że stałam się ponownie wampirem ??

                                             ***

Na samym wstępie muszę powiedzieć, że to prawda ! Jestem wampirem ! To jest najwspanialsza rzecz jaka przytrafiła mi się od bardzo dawna. Oczywiście nie wliczając w to, że znowu żyję. Dowiedziałam się o swojej nieśmiertelności w prosty sposób. Sięgnęłam po byle jaki kamień i przecięłam nim delikatnie skórę dłoni. Goiło się ! Rana się zagoiła. To było coś niesamowitego. Ogarnęła mnie euforia. Los wynagrodził mi wszystkie dotychczasowe cierpienia, podwójnie !
Gdy już się ogarnęłam nadszedł czas aby wyjść wreszcie z tego lasu. Akurat tak się złożyło, że znajdowałam się przy ruinach starego kościoła ... w Mystic Falls. Dlaczego właśnie tutaj ? Tego nie wiem.
W wampirzym tempie - czego strasznie mi brakowało oddaliłam się od miejsca pobytu. Na początek postanowiłam kupić sobie jakieś nowe, czadowe ciuchy. No i oczywiście nowe buty ! Weszłam  do pierwszego lepszego sklepu. który wydawał mi się na poziomie. Moje oko od razu przyciągnęło śliczną, bordową bluzkę z głębokim dekoltem, wiszącą na wystawie przy kasie. Podchodząc do niej zauważyłam wiszące nieopodal niej czarne rurki. Zagarnęłam je pod pachę i poszłam dalej. Znajdowałam się już niemal 3 metry od bluzki. Na mojego pecha wyprzedziła mnie jakaś blondynka. Widziałam jak bierze ostatnią z tych bluzeczek i zmierza prosto do przymierzalni. Nie mogłam tak łatwo odpuścić. Nim się obejrzałam byłam już przy dziewczynie chcąc wyrwać jej mój top z rąk. "Złodziejka" - inaczej nie mogę nazwać dziewczyny która zwinęła mi coś spod nosa. A więc tak zwana "Złodziejka" nie wiedząc co się dzieje odwróciła się w moją stronę. Przez chwilę wydawało mi się że chciała coś powiedzieć ale zaraz zamknęła usta i znieruchomiała. Wyglądała jakby zobaczyła ducha. Otworzyła szeroko oczy i zaczęła nimi mrugać jakby jej coś do nich wpadło. Miałam z niej niezły ubaw. Zaśmiałam się delikatnie w jej stronę zasłaniając dłonią usta.
- Co jest do cholery ?! Katherine, co ty tu robisz ?! - wykrzyczała nagle blondynka.
- No Hej Caroline, tęskniłaś ? ... I tak dla jasności, ta bluzka do ciebie nie pasuje. - wyrywając jej ciuch z ręki dodałam - Za to na mnie będzie wyglądać bosko.
Na pożegnanie posłałam jej szeroki, zadziorny uśmiech i odwróciłam się. Po zakupie ubrań wyszłam ze sklepu nie oglądając się na nadal zszokowaną Caroline.
Można by powiedzieć, że zrobiłam dobre, pierwsze wrażenie. Ale to nic w porównaniu z tym co planuje zrobić.
________________________________________________________________________________

Witam wszystkich ponownie ! :3
Mam już dla was 1 rozdział ;) Mam nadzieję że wam się spodoba ;) Obiecuję że już za niedługo będzie lepsza akcja. Na razie chce po prostu to jakoś spokojnie zacząć, żeby cała akcja nie działa się zbyt szybko. Chce na razie pokazać sam wątek Katherine, ale to tylko przez pierwsze 2/3 rozdziały. Liczę na szczere opinie w komentarzach ! ♥

czwartek, 21 sierpnia 2014

PROLOG

Ciemno ... wszędzie było ciemno. Wielka ciemna otchłań bez żywej duszy. W oddali słychać było skraplającą się wodę. Kropelki uderzające o wilgotną ziemię, wpadały do małego korytka wyrytego w gruncie. Słychać było jak wylewa się z niego lekkim ciurkiem lodowata woda. Można by powiedzieć, że tworzył się taki mały, perfekcyjny wodospadzik.
I w tym momencie wyrwałam się .. miałam na myśli powiedzieć ze snu, ale czy to na pewno był sen ? W każdym razie wyrwałam się z niego z lekkim zakłopotaniem. Ledwo mogłam złapać oddech. Poprawiając odrobinę potargane włosy, zaczęłam nerwowo rozglądać się po okolicy. Próbowałam zlokalizować miejsce, w którym się znalazłam. Był to ciemny las. Poczułam chłodny wiaterek na twarzy. Po chwili rozwiał mi on włosy i ustał. Wstałam z brudnej, wilgotnej ziemi i zaczęłam kręcić się w około. Próbowałam znaleźć jakieś racjonalne wyjaśnienie, tej całej sytuacji w jakiej się znalazłam. Po głowie krążyło mi tysiąc pytań, lecz na żadne z nich nie mogłam odpowiedzieć .. nie umiałam.
Postanowiłam przejść się kawałek po lesie. W momencie gdy doszłam do jakiś starych ruin, olśniło mnie. Przecież ja poznawałam to miejsce, Jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć ! Byłam w szoku. Nogi się pode mną ugięły gdy zadałam sobie sprawę, gdzie tak na prawdę jestem. Jak to możliwe, że się tu znalazłam ? Czy to znaczy, że ja .. że żyję ?!
Nie mogłam do końca uwierzyć w całe zajście. Plątałam się po lesie przez jakiś czas. Wyglądało to tak jakbym chciała znaleźć z niego wyjście. Jednak ja je dobrze znałam. Po prostu byłam oszołomiona i nie myślałam trzeźwo. Choć jedno było pewne ...
JA KATHERINE PIERCE ZNOWU PRZETRWAŁAM.

_________________________________________________________________________________

Hej :)
Jest to mój pierwszy blog z opowiadaniem, więc tak jakby jestem tu nowicjuszem :) Również w pisaniu nie jestem jakimś tam mistrzem.
Postanowiłam pisać opowiadanie o dalszej historii Kath :)
Nie podobało mi się zakończenie jej wątku w TVD więc tak z nudów coś tam popisałam w notesie, no i jakoś tak wyszło :D
Prolog odrobinę krótki, wiem ^^ Ale też wiem ,że nie jest tak dobry jak inne prologi w innych opowiadaniach.
Mam nadzieję, że spodoba się wam ;p
Liczę na szczere opinie ! ^^